niedziela, 21 grudnia 2008

Spokojna niedziela

Dzisiaj dzień minął całkiem spoko, pomijając to, że znowu piździ.

Znowu byłem w kinie ale tym razem na innym filmie i tym razem były napisy po angielsku! :) Piszę, bo bardzo chciałem polecić film "If you are the one" produkcji chińskiej. Film, tak jak większość, o miłości ale w formie, która pozwoliła mi się śmiać prawie przez cały czas jego trwania. Dawno się tak dobrze nie bawiłem w kinie, dlatego polecam :)

Ostatnio zapomniałem napisać.. Nie byłem jeszcze w nowoczesnym multipleksie, tylko w takim średnim ale ceny biletów (w każdym razie normalnych) są bardzo zbliżone do warszawskich. Za osobę 50RMB. Całkiem drogo jak na Chiny.

Główną i nie przegadaną myślą tego posta będzie mój dzisiejszy posiłek :P Szaszłyki ze skrzydełek i z jagnięciny - proste ale bardzo, bardzo "skuteczne". Cena - szaszłyk z jagnięciny 1,5RMB (w innych knajpach 1RMB) a ze skrzydełek 4RMB. Przepraszam za jakość zdjęć ale robiłem telefonem i.. konsumowałem w tym samym czasie :P
Po prostu MASAKRYCZNIE DOBRE! :D

sobota, 20 grudnia 2008

Piździ!

Tak, strasznie dzisiaj było zimno, chociaż rano się nie zapowiadało. Na początku pięknie, ładnie, słonko świeci, okulary przeciwsłoneczne cynią na nosie ale jak w końcu wiatr zawiał, to dopiero poczułem jaka jest naprawdę temperatura.

W Pekinie powietrze jest bardzo suche, przez co przy bezwietrznej pogodzie i temperaturze paru stopni jest naprawdę znośnie.. tyle, że jak zawieje, to można oszaleć. Wali ci po twarzy i nie masz się jak schować. Z tego powodu dużo Chińczyków nosi na twarzach bawełniane maseczki. Niektórzy białe, niektórzy w jakieś wzorki. Na początku myślałem, że to przyzwyczajenie po SARSie ale jednak nie ;)

Wracając do tematu, dzisiaj spotkaliśmy się z przyjaciółką mojej żony (i chłopakiem przyjaciółki). Zaprosili nas do, ponoć, najlepszego miejsca gdzie serwują gorący kociołek. Miejsce robiło wrażenie. Już przed sama restauracją ustawiona kolejka, w środku osoby czekające na wolny stolik grały w jakieś kulki lub korzystały z darmowego manicure dla klientów. Jakbym ja napotkał kolejkę, to powiedziałbym "nara" i poszedł gdzieś indziej ale tutaj ludzie byli zdeterminowani :) Sama restauracja miała dwie kondygnacje pełne stolików. Bez trudu mieściło się tam około 200-300 osób, ciężko mi było oszacować dokładnie. Każdy stolik po środku miał dziurę z palnikiem w środku, na który później kładło się garnek z wywarem.
Wszystko super, tylko że to wcale nie był najlepszy kociołek a przy okazji siedzieliśmy przy oknie, które oczywiście było cholernie nieszczelne i mnie "przepizgało". Kiedy w końcu wyszliśmy stamtąd, moje szczęście znowu zostało zburzone, bo zaczęło wiać na dworze i było jeszcze zimniej.

Szlag mnie trafiał dopóki nie złapaliśmy taksówki, które swoją drogą są dosyć tanie w Pekinie (chociaż zawsze mocno "pachną" jakimś jedzeniem lub fajkami :P).
Później oglądaliśmy chiński film w kinie z teściami, który jednak nie miał angielskich napisów ;) Moja żona musiała mnie posiłkować tłumaczeniem. No i w kinie było ciepło ;P Film był ogólnie spoko - "Forever Enthralled", o aktorze, który kiedyś grał w operze chińskiej.

Nie zrobiłem dzisiaj zdjęć, bo powiem szczerze.. nawet nie miałem ochoty wyciągać aparatu :P Jutro napiszę jak wygląda dzielnica sklepowa XiDan, gdzie można znaleźć bodajże 6 dużych domów towarowych w promieniu niecałego kilometra. Zrobiłem też kilka fotek ale dzisiaj już nie mam siły ich umieszczać, więc spadam spać. Si ja :)

piątek, 19 grudnia 2008

Alkohol

Zdecydowałem nie kontynuować tematu jedzenia, bo o nim można gadać i gadać. Dzisiaj druga część, czyli alkohol ;)

Chiny, to kraj bardzo bogaty w narodowe marki trunków. Wkleję zdjęcie półek mojego teścia dla zobrazowania.
Oprócz dolnej półki na drugim zdjęciu.. wszystko inne jest chińskie :)
To będzie tak z połowa tego co uzbierał. Reszta jest pochowana po szafkach i w innych miejscach, bo po prostu już nie ma miejsca gdzie indziej ;)
Ceny alkoholu też są niczego sobie. Cena 20zl, to tutaj lipna wódka. Jeśli chcesz wypić coś na poziomie, to tak ze 150RMB (juanów) co najmniej ;) Ceny za wódkę chińską wahają się tak między 30RMB do około 600RMB. Są też takie gorzały, które kosztują parę tysięcy RMB, ojciec Jing pokazywał mi jeden egzemplarz w cenie około 2000RMB.

Także wybór tutaj jest przeogromny. Co lepsze, tutejsza wódka jest robiona z ryżu i zazwyczaj się jej nie zapija, pomimo tego, że zawartość alkoholu jest pomiędzy 37% a 67%.
Zapach jest o wiele lepszy niż ziemniaczana i smak też znośniejszy :)

Co więcej czasami można znaleźć ciekawe egzemplarze jak ten z.. wężem w środku :P

Poza tym tutaj bardzo szybko sie pije. Co chwilę wznoszony jest toast raz za to, raz za tamto.. ogólnie z tego co widziałem Chińczycy lubią wznosić toasty. Ponadto każdy powinien wznieść conajmniej jeden toast, w zależności od tego kto siedzi przy stole. Najważniejsze, aby uczcić obecność osób najstarszych. Potem reszta w odpowiedniej kolejności (wiek).

Tak jak mówiłem.. tutaj można zrobić sztukę ze wszystkiego - jedzenia, picia, herbaty :) Na pewno jeszcze czegoś się doszukam.

Na razie tyle - pozdro ;)

wtorek, 16 grudnia 2008

Pierwsze wrażenia.. ?

Tak naprawdę, to nawet nie wiem jak zacząć. Po 2 tygodniach przerwy w nadawaniu ciężko mi wszystko ułożyć chronologicznie, dlatego chronologicznie będzie dopiero od dzisiaj i nie liczymy wcześniejszych wydarzeń ;P Opowiem w skrócie jak jest, chociaż pewnie i tak się rozpiszę ;)

Po przylocie pierwszą rzeczą jaka może świadczyć o wielkich rozmiarach Pekinu jest chociażby to, że po terminalu (notabene nowym) na lotnisku trzeba poruszać się pociągiem.. Nie wspominam nawet o przestronności tego miejsca, bo nie da się opisać.

Kolejna sprawa - lotnisko jest w Pekinie ale żeby dojechać do centrum, to wypada spędzić w samochodzie bitą godzinę. Nie jest to sprawa korków (chociaż są na drogach), bardziej odległości. Mając takie drogi jak tu, to po Warszawie byśmy śmigali w 5 minut na drugi koniec miasta ale tutaj, to nie pomaga dużo ;) Niestety te drogi nie powstały bez powodu i jak możecie zobaczyć na zdjęciu czystość powietrza pozostawia wiele do życzenia.

Nie zwiedzałem do tej pory żadnych zabytków, więc też nie będzie na razie "och'ów" i "ach'ów" ale to nawet dobrze, bo dopiero niedawno zaopatrzyłem się w odpowiedni aparat, żeby zrobić odpowiednie fotki :)

Ogólnie zostałem bardzo dobrze przyjęty przez miasto i przez moja chińską rodzinę. Teściowie obrzucili mnie masą prezentów (są zbyt hojni - "troszku" podejrzane ;P), babcia, dziadek, wujkowie, ciocie i nasze pokolenie byli bardzo mili i wszyscy zapraszają mnie do wspaniałych restauracji.. no i wszyscy chcą ze mną wypić ;)
No właśnie.. jedzenie i picie. O tych dwóch sprawach można dużo opowiadać. Jak sami wiecie Państwo Środka ma do zaoferowania bardzo dużo w tych kwestiach. Nie widziałem pewnie 1% wszystkiego ale napisze co dotychczas zobaczyłem ;)

Ogólnie rzecz biorąc w Pekinie można jeść:
1. strasznie tanio w mniejszych prywatnych budkach i knajpkach, gdzie jedzenie jest zazwyczaj zajebiste,
2. tanio w domu (gdzie smak zależy nie tylko od ceny składników ;))
3. po cenach zbliżonych do polskich w restauracjach o wyższym standardzie obsługi lub sieciowych knajpach typu KFC czy McDonalds,
4. lub strasznie drogo w wielu obecnych tutaj luksusowych restauracjach.

Mamy parę wniosków - taniej wychodzi nie jeść w domu, smaczniej wychodzi nie jeść w domu, bez sensu jadać w sieciówkach, bo smak często jest średni (oprócz KFC - ratunek dla zbolałego żołądka), wszędzie oprócz punktu 4. jest taniej niż w Polsce. Luksusowe restauracje są dla osób, które chcą się popisać.. a Chińczycy lubią się popisywać - do tej pory zdążyłem już parę takich miejsc odwiedzić.

Przykład: śniadanie składające się z zupy, klusek z mięsem robionych na parze i słodkiego pieczywa i to wszystko w wystarczająco dużej ilości, żebym nie zmieścił wszystkiego - cena 5 juanów.. Mówi samo za siebie ;)

Ciekawą sprawą jest, że każda jadłodajnia jest przez większą część dnia oblegana przez klientów. Chińczycy non stop jedzą! Nigdy nie widziałem, żeby ludzie tak dbali o regularne posiłki (no i te spoza grafiku), jak tutaj. Jakość obsługi w średnich i luksusowych restauracjach jest powyżej oczekiwań - nigdy się nie zdarzyło, żebym musiał czekać na kelnerkę, jeśli mam jakąś sprawę. Zawsze ktoś jest pod ręką.
Jeszcze jeden fajny motyw, to prywatne pokoje, które możesz wynająć, żeby zjeść w spokoju z bliskimi/znajomymi obiad lub kolacje.


Po lewej możecie zobaczyć jak wygląda tradycyjny "Hot pot" (gorący kociołek). Zasada działania? Mamy bulion z odpowiednimi dodatkami, w kominie w środku żarzą się węgle i podgrzewają bulion, żeby non stop się gotował. Obok widzicie dla przykładu cienko pokrojone mięso, które wrzucamy do bulionu, gotujemy pare sekund, następnie wrzucamy do "prywatnej" miseczki z sosem i wcinamy. W bulionie można gotować wszystko co przyjdzie nam do głowy i oczywiście mieści sie w granicach zdrowego rozsądku ;) W Warszawie można znaleźć coś podobnego ale to tak jak jeść oscypki w Chinach.
Jest to tradycyjny kociołek, w większości restauracji obecnie można znaleźć nowocześniejsze "garnki" ;)

Jest już późno i nie mam siły się dalej rozpisywać. Jutro będę kontynuował temat ;) Wkleję jeszcze tylko parę zdjęć i spać. Pozdro sześćset ;)




poniedziałek, 15 grudnia 2008

Halo

Witam wszystkich ponownie!

Trochę się nie odzywałem z prostego powodu.. braku internetu. Dopiero teraz udało nam się go zorganizować i będę mógł wam zdawać relację z linii frontu. A działo się, działo! ;)

Na razie odzywam się, żeby potwierdzić, że żyję i mam wszystkie nerki na swoim miejscu. Niedługo napiszę coś bardziej treściwego, bo póki co muszę się ogarnąć z komputerem i pstryknąć nowe fotki nowym aparatem ;)