piątek, 28 listopada 2008

Lecimy, nie śpimy!

Paszport jest, wiza jest, bilety są, bagaże są, pieniędzy mało (nigdy nie miałem ich zbyt dużo :P ) ale są, wszyscy pożegnani.. w sumie moja zona jest w takich rzeczach dobra - ja nie potrafię planować wszystkiego tak dokładnie. Moja pakowanie trwało 5 minut :P Jing za to ma wszystko ładnie powypisywane w kalendarzu. W każdym razie wierze, że o niczym nie zapomnieliśmy :)

O 17:35 wylot do Kopenhagi a stamtąd "nach BeiJing!" podbijać nowe tereny ;) Żeby tylko mnie tam nie podbili. Z resztą nie będę takich rzeczy pisał, bo moja mama ma słabe nerwy jeśli chodzi o swoje dzieci i ich wyjazdy ;) Jeszcze się popłacze i przegram zakład z ojcem..

Na lotnisku musimy być 2 godziny wcześniej na check-in i znalezienie bramki itp. Jing musi też znaleźć jakieś okazje w strefie bezcłowej, bo nie będzie mogła spać spokojnie :P

Czy jest stres? Hmm.. u mnie to jest tak jak na naszym ślubie. Stres dał znać o sobie dopiero przy "lądowaniu" na kanapie w Urzędzie Cywilnym przed Panią Kierownik. Z tego powodu na razie przyjmuje wszystko z entuzjazmem. Z resztą nie ma się tu co martwić, przy okazji zobaczę kawałek świata :)

Jakby terroryści opanowali nasz samolot, to przekazuje mój ukochany telewizor moim rodzicom, bo macie taki sobie :P Dobra Mamo, już Cię nie stresuje :)

Do zobaczenia po drugiej stronie świata :)

1 komentarz:

EDa pisze...

Ej kurcze,

Kamil nie opierdzielaj sie i cos wkoncu napisz... umieram z niecierpliwości co się u Was dzieje.

Buziaki