niedziela, 21 grudnia 2008

Spokojna niedziela

Dzisiaj dzień minął całkiem spoko, pomijając to, że znowu piździ.

Znowu byłem w kinie ale tym razem na innym filmie i tym razem były napisy po angielsku! :) Piszę, bo bardzo chciałem polecić film "If you are the one" produkcji chińskiej. Film, tak jak większość, o miłości ale w formie, która pozwoliła mi się śmiać prawie przez cały czas jego trwania. Dawno się tak dobrze nie bawiłem w kinie, dlatego polecam :)

Ostatnio zapomniałem napisać.. Nie byłem jeszcze w nowoczesnym multipleksie, tylko w takim średnim ale ceny biletów (w każdym razie normalnych) są bardzo zbliżone do warszawskich. Za osobę 50RMB. Całkiem drogo jak na Chiny.

Główną i nie przegadaną myślą tego posta będzie mój dzisiejszy posiłek :P Szaszłyki ze skrzydełek i z jagnięciny - proste ale bardzo, bardzo "skuteczne". Cena - szaszłyk z jagnięciny 1,5RMB (w innych knajpach 1RMB) a ze skrzydełek 4RMB. Przepraszam za jakość zdjęć ale robiłem telefonem i.. konsumowałem w tym samym czasie :P
Po prostu MASAKRYCZNIE DOBRE! :D

sobota, 20 grudnia 2008

Piździ!

Tak, strasznie dzisiaj było zimno, chociaż rano się nie zapowiadało. Na początku pięknie, ładnie, słonko świeci, okulary przeciwsłoneczne cynią na nosie ale jak w końcu wiatr zawiał, to dopiero poczułem jaka jest naprawdę temperatura.

W Pekinie powietrze jest bardzo suche, przez co przy bezwietrznej pogodzie i temperaturze paru stopni jest naprawdę znośnie.. tyle, że jak zawieje, to można oszaleć. Wali ci po twarzy i nie masz się jak schować. Z tego powodu dużo Chińczyków nosi na twarzach bawełniane maseczki. Niektórzy białe, niektórzy w jakieś wzorki. Na początku myślałem, że to przyzwyczajenie po SARSie ale jednak nie ;)

Wracając do tematu, dzisiaj spotkaliśmy się z przyjaciółką mojej żony (i chłopakiem przyjaciółki). Zaprosili nas do, ponoć, najlepszego miejsca gdzie serwują gorący kociołek. Miejsce robiło wrażenie. Już przed sama restauracją ustawiona kolejka, w środku osoby czekające na wolny stolik grały w jakieś kulki lub korzystały z darmowego manicure dla klientów. Jakbym ja napotkał kolejkę, to powiedziałbym "nara" i poszedł gdzieś indziej ale tutaj ludzie byli zdeterminowani :) Sama restauracja miała dwie kondygnacje pełne stolików. Bez trudu mieściło się tam około 200-300 osób, ciężko mi było oszacować dokładnie. Każdy stolik po środku miał dziurę z palnikiem w środku, na który później kładło się garnek z wywarem.
Wszystko super, tylko że to wcale nie był najlepszy kociołek a przy okazji siedzieliśmy przy oknie, które oczywiście było cholernie nieszczelne i mnie "przepizgało". Kiedy w końcu wyszliśmy stamtąd, moje szczęście znowu zostało zburzone, bo zaczęło wiać na dworze i było jeszcze zimniej.

Szlag mnie trafiał dopóki nie złapaliśmy taksówki, które swoją drogą są dosyć tanie w Pekinie (chociaż zawsze mocno "pachną" jakimś jedzeniem lub fajkami :P).
Później oglądaliśmy chiński film w kinie z teściami, który jednak nie miał angielskich napisów ;) Moja żona musiała mnie posiłkować tłumaczeniem. No i w kinie było ciepło ;P Film był ogólnie spoko - "Forever Enthralled", o aktorze, który kiedyś grał w operze chińskiej.

Nie zrobiłem dzisiaj zdjęć, bo powiem szczerze.. nawet nie miałem ochoty wyciągać aparatu :P Jutro napiszę jak wygląda dzielnica sklepowa XiDan, gdzie można znaleźć bodajże 6 dużych domów towarowych w promieniu niecałego kilometra. Zrobiłem też kilka fotek ale dzisiaj już nie mam siły ich umieszczać, więc spadam spać. Si ja :)

piątek, 19 grudnia 2008

Alkohol

Zdecydowałem nie kontynuować tematu jedzenia, bo o nim można gadać i gadać. Dzisiaj druga część, czyli alkohol ;)

Chiny, to kraj bardzo bogaty w narodowe marki trunków. Wkleję zdjęcie półek mojego teścia dla zobrazowania.
Oprócz dolnej półki na drugim zdjęciu.. wszystko inne jest chińskie :)
To będzie tak z połowa tego co uzbierał. Reszta jest pochowana po szafkach i w innych miejscach, bo po prostu już nie ma miejsca gdzie indziej ;)
Ceny alkoholu też są niczego sobie. Cena 20zl, to tutaj lipna wódka. Jeśli chcesz wypić coś na poziomie, to tak ze 150RMB (juanów) co najmniej ;) Ceny za wódkę chińską wahają się tak między 30RMB do około 600RMB. Są też takie gorzały, które kosztują parę tysięcy RMB, ojciec Jing pokazywał mi jeden egzemplarz w cenie około 2000RMB.

Także wybór tutaj jest przeogromny. Co lepsze, tutejsza wódka jest robiona z ryżu i zazwyczaj się jej nie zapija, pomimo tego, że zawartość alkoholu jest pomiędzy 37% a 67%.
Zapach jest o wiele lepszy niż ziemniaczana i smak też znośniejszy :)

Co więcej czasami można znaleźć ciekawe egzemplarze jak ten z.. wężem w środku :P

Poza tym tutaj bardzo szybko sie pije. Co chwilę wznoszony jest toast raz za to, raz za tamto.. ogólnie z tego co widziałem Chińczycy lubią wznosić toasty. Ponadto każdy powinien wznieść conajmniej jeden toast, w zależności od tego kto siedzi przy stole. Najważniejsze, aby uczcić obecność osób najstarszych. Potem reszta w odpowiedniej kolejności (wiek).

Tak jak mówiłem.. tutaj można zrobić sztukę ze wszystkiego - jedzenia, picia, herbaty :) Na pewno jeszcze czegoś się doszukam.

Na razie tyle - pozdro ;)

wtorek, 16 grudnia 2008

Pierwsze wrażenia.. ?

Tak naprawdę, to nawet nie wiem jak zacząć. Po 2 tygodniach przerwy w nadawaniu ciężko mi wszystko ułożyć chronologicznie, dlatego chronologicznie będzie dopiero od dzisiaj i nie liczymy wcześniejszych wydarzeń ;P Opowiem w skrócie jak jest, chociaż pewnie i tak się rozpiszę ;)

Po przylocie pierwszą rzeczą jaka może świadczyć o wielkich rozmiarach Pekinu jest chociażby to, że po terminalu (notabene nowym) na lotnisku trzeba poruszać się pociągiem.. Nie wspominam nawet o przestronności tego miejsca, bo nie da się opisać.

Kolejna sprawa - lotnisko jest w Pekinie ale żeby dojechać do centrum, to wypada spędzić w samochodzie bitą godzinę. Nie jest to sprawa korków (chociaż są na drogach), bardziej odległości. Mając takie drogi jak tu, to po Warszawie byśmy śmigali w 5 minut na drugi koniec miasta ale tutaj, to nie pomaga dużo ;) Niestety te drogi nie powstały bez powodu i jak możecie zobaczyć na zdjęciu czystość powietrza pozostawia wiele do życzenia.

Nie zwiedzałem do tej pory żadnych zabytków, więc też nie będzie na razie "och'ów" i "ach'ów" ale to nawet dobrze, bo dopiero niedawno zaopatrzyłem się w odpowiedni aparat, żeby zrobić odpowiednie fotki :)

Ogólnie zostałem bardzo dobrze przyjęty przez miasto i przez moja chińską rodzinę. Teściowie obrzucili mnie masą prezentów (są zbyt hojni - "troszku" podejrzane ;P), babcia, dziadek, wujkowie, ciocie i nasze pokolenie byli bardzo mili i wszyscy zapraszają mnie do wspaniałych restauracji.. no i wszyscy chcą ze mną wypić ;)
No właśnie.. jedzenie i picie. O tych dwóch sprawach można dużo opowiadać. Jak sami wiecie Państwo Środka ma do zaoferowania bardzo dużo w tych kwestiach. Nie widziałem pewnie 1% wszystkiego ale napisze co dotychczas zobaczyłem ;)

Ogólnie rzecz biorąc w Pekinie można jeść:
1. strasznie tanio w mniejszych prywatnych budkach i knajpkach, gdzie jedzenie jest zazwyczaj zajebiste,
2. tanio w domu (gdzie smak zależy nie tylko od ceny składników ;))
3. po cenach zbliżonych do polskich w restauracjach o wyższym standardzie obsługi lub sieciowych knajpach typu KFC czy McDonalds,
4. lub strasznie drogo w wielu obecnych tutaj luksusowych restauracjach.

Mamy parę wniosków - taniej wychodzi nie jeść w domu, smaczniej wychodzi nie jeść w domu, bez sensu jadać w sieciówkach, bo smak często jest średni (oprócz KFC - ratunek dla zbolałego żołądka), wszędzie oprócz punktu 4. jest taniej niż w Polsce. Luksusowe restauracje są dla osób, które chcą się popisać.. a Chińczycy lubią się popisywać - do tej pory zdążyłem już parę takich miejsc odwiedzić.

Przykład: śniadanie składające się z zupy, klusek z mięsem robionych na parze i słodkiego pieczywa i to wszystko w wystarczająco dużej ilości, żebym nie zmieścił wszystkiego - cena 5 juanów.. Mówi samo za siebie ;)

Ciekawą sprawą jest, że każda jadłodajnia jest przez większą część dnia oblegana przez klientów. Chińczycy non stop jedzą! Nigdy nie widziałem, żeby ludzie tak dbali o regularne posiłki (no i te spoza grafiku), jak tutaj. Jakość obsługi w średnich i luksusowych restauracjach jest powyżej oczekiwań - nigdy się nie zdarzyło, żebym musiał czekać na kelnerkę, jeśli mam jakąś sprawę. Zawsze ktoś jest pod ręką.
Jeszcze jeden fajny motyw, to prywatne pokoje, które możesz wynająć, żeby zjeść w spokoju z bliskimi/znajomymi obiad lub kolacje.


Po lewej możecie zobaczyć jak wygląda tradycyjny "Hot pot" (gorący kociołek). Zasada działania? Mamy bulion z odpowiednimi dodatkami, w kominie w środku żarzą się węgle i podgrzewają bulion, żeby non stop się gotował. Obok widzicie dla przykładu cienko pokrojone mięso, które wrzucamy do bulionu, gotujemy pare sekund, następnie wrzucamy do "prywatnej" miseczki z sosem i wcinamy. W bulionie można gotować wszystko co przyjdzie nam do głowy i oczywiście mieści sie w granicach zdrowego rozsądku ;) W Warszawie można znaleźć coś podobnego ale to tak jak jeść oscypki w Chinach.
Jest to tradycyjny kociołek, w większości restauracji obecnie można znaleźć nowocześniejsze "garnki" ;)

Jest już późno i nie mam siły się dalej rozpisywać. Jutro będę kontynuował temat ;) Wkleję jeszcze tylko parę zdjęć i spać. Pozdro sześćset ;)




poniedziałek, 15 grudnia 2008

Halo

Witam wszystkich ponownie!

Trochę się nie odzywałem z prostego powodu.. braku internetu. Dopiero teraz udało nam się go zorganizować i będę mógł wam zdawać relację z linii frontu. A działo się, działo! ;)

Na razie odzywam się, żeby potwierdzić, że żyję i mam wszystkie nerki na swoim miejscu. Niedługo napiszę coś bardziej treściwego, bo póki co muszę się ogarnąć z komputerem i pstryknąć nowe fotki nowym aparatem ;)

piątek, 28 listopada 2008

Lecimy, nie śpimy!

Paszport jest, wiza jest, bilety są, bagaże są, pieniędzy mało (nigdy nie miałem ich zbyt dużo :P ) ale są, wszyscy pożegnani.. w sumie moja zona jest w takich rzeczach dobra - ja nie potrafię planować wszystkiego tak dokładnie. Moja pakowanie trwało 5 minut :P Jing za to ma wszystko ładnie powypisywane w kalendarzu. W każdym razie wierze, że o niczym nie zapomnieliśmy :)

O 17:35 wylot do Kopenhagi a stamtąd "nach BeiJing!" podbijać nowe tereny ;) Żeby tylko mnie tam nie podbili. Z resztą nie będę takich rzeczy pisał, bo moja mama ma słabe nerwy jeśli chodzi o swoje dzieci i ich wyjazdy ;) Jeszcze się popłacze i przegram zakład z ojcem..

Na lotnisku musimy być 2 godziny wcześniej na check-in i znalezienie bramki itp. Jing musi też znaleźć jakieś okazje w strefie bezcłowej, bo nie będzie mogła spać spokojnie :P

Czy jest stres? Hmm.. u mnie to jest tak jak na naszym ślubie. Stres dał znać o sobie dopiero przy "lądowaniu" na kanapie w Urzędzie Cywilnym przed Panią Kierownik. Z tego powodu na razie przyjmuje wszystko z entuzjazmem. Z resztą nie ma się tu co martwić, przy okazji zobaczę kawałek świata :)

Jakby terroryści opanowali nasz samolot, to przekazuje mój ukochany telewizor moim rodzicom, bo macie taki sobie :P Dobra Mamo, już Cię nie stresuje :)

Do zobaczenia po drugiej stronie świata :)

poniedziałek, 24 listopada 2008

Julia YiXian ! ;)

Będzie dziewczynka! :D

W sobotę w końcu się dowiedzieliśmy kto buszuje w brzuchu Jing :) Strasznie późno, bo to już 29. tydzień - leci 8. miesiąc. Dopiero teraz nasza nad wyraz energiczna księżniczka raczyła się pokazać :) Rodzice szczęśliwi, teściowie też szczęśliwi.. Coś nikt nie chciał chłopca :P Mój ojciec mówi, jakkolwiek śmiesznie by to nie brzmiało, że chłopaki to "cipy". Czuję się wyróżniony tym określeniem ;P

Przy okazji burzymy powszechne przekonanie, że Chińczycy wolą chłopaków. Co prawda na wsi, to może jeszcze tak jest, bo tam są potrzebne męskie ręce do pomocy w przyszłości kiedy rodzice nie będą mieli już tyle siły ale w mieście ponoć już płeć nie ma wielkiego znaczenia. Chociaż tak naprawdę teraz większość młodych wyjeżdża do miast uczyć się, pracować, chcąc wyrwać się z miejsca gdzie nie widzą przyszłości.

Na pierwsze imię ma mieć Julia - po polsku, bo planujemy mieszkać w Polsce (ale w sumie jeszcze dużo może się zmienić ;)). Chciałem, żeby nasze dziecko miało też chińskie imię, bo w połowie jest Chinką, więc dlaczego ma tracić coś ze swojego dziedzictwa? Poza tym teściowie i cała chińska część rodziny będzie miała łatwiej wymawiając swojskie imię. Zleciliśmy zadanie teściowi, który razem z żoną bardzo wczuł się w rolę i wymyślił takie "nietuzinkowe". Jego znaczenie jest tak pokręcone, że będę musiał trochę pokombinować, żeby to wytłumaczyć ;)

Będą potrzebne zainstalowane chińskie czcionki, żeby zobaczyć pisownię.



逸鶱

Yi Xian (wymawia się "i sien" z tym, że "n" jest prawie nieme - nie znam sie na zapisie fonetycznym;))
Pierwszy człon znaczy "wygodny", "komfortowy", "nie zwracający uwagi na małe sprawy".
Drugi znaczy "szybować", "unosić się wysoko" w odniesieniu do ptaka.
Z tego co starała mi się wytłumaczyć żona, a jej tata, ogólne znaczenie, to "wygodnie szybujący jak ptak", chociaż wierzę, że da się to zgrabniej ująć - wszelkie dobre propozycje mile widziane.
Może być to imię męskie lub damskie.

To jeszcze nie wszystko - użyte znaki muszą mieć też odpowiednie cechy. Poszczególne elementy także mają swoje znaczenie! Julia urodzi się w roku woła (chiński horoskop), tak jak ja, zaś wół musi mieć parę atrybutów.

Spójrzmy na pierwszy znak Yi:




Najistotniejsza jest to lewa i dolna część, która przedstawia węża. Chińczycy wierzą, że osoby urodzone w roku węża wspierają/pomagają tym urodzonym w roku woła. Poza tym mój teść urodził się w roku węża :)

Przeanalizujmy drugi znak Xian (wklejam w dużej czcionce, bo w mniejszej nic nie widać :P):




Idąc od góry mamy takie elementy:
- domek (dach i ściany), żeby wół miał gdzie mieszkać,
- pole (pod domkiem), żeby mógł na nim pracować - odpowiednik kariery i dobrych warunków życiowych,
- ptak, w tym przypadku chodzi raczej o koguta, znak z chińskiego horoskopu, który tak jak w przypadku węża, wierzy się, że wspiera woła.

Jak widzicie jest to dosyć skomplikowane, chociaż nawet żona mi mówi, że jej ojciec trochę przesadził :P
Niemniej jednak dla mnie ma to pewną głębię, która już zanikła w naszej części świata. Kto teraz jest w stanie powiedzieć jakie jego imię ma znaczenie? Ile osób w ogóle się nad tym zastanawiało? Jeszcze ciekawsze pytanie - czy przy nadawaniu imienia kierujemy się czymś innym oprócz brzmienia lub naszych skojarzeń? Przyznam się szczerze, że osobiście nie zwracałem uwagi na żadną z tych rzeczy kiedy myślałem o polskim imieniu. Bardzo szkoda.. ale niestety w tych czasach dzieci z imionami w stylu "Wyrwidąb", "Żegota" czy "Modlibóg" nie miałyby łatwego życia ;)

środa, 19 listopada 2008

No dobra ale co tam robić?

Co można robić w Chinach? Pierwsze co nachodzi na myśl to biznes i zwiedzanie. Nas raczej będzie interesowała ta druga opcja ;) Zakazane Miasto, Plac TianAnMen, Chiński Mur, piękne krajobrazy różnych prowincji.. zapowiada się super, tyle że nie można tego robić cały czas, bo trzeba mieć czas i pieniądze. No i nie mieć żony w ciąży :P

Poza zwiedzaniem mam już upatrzone kursy języka chińskiego na jednej z tamtejszych uczelni ale ze względu na koszty nie mogę ich zbyt wielu zaliczyć. Nie wyjeżdżam na żadne stypendium, więc pieniądze grają istotną rolę. Chociaż zważywszy, że będę mieszkał z moją chińską żoną, z moimi chińskimi teściami, w chińskim domu (nie mówiąc o chińskim mieście), mam duże szanse na obycie się z mandaryńskim :)

Dobra ale zostaje jeszcze wolny czas i to nawet dużo wolnego czasu. Nie wiem jak inni ale ja osobiście nie lubię mieszkać "na pasożyta" i lubię zarabiać własne pieniądze, dlatego pomyślałem o podjęciu pracy w Chinach. Z tego co czytam na internecie pracy jest wystarczająco dużo, zaś sami obcokrajowcy są mile widziani a wręcz pożądani (nie tyczy się to czarnoskórych) w chińskich firmach. Przedsiębiorcy uważają, że "duże konie" (tak Chińczycy mówią na białych) dodają prestiżu ich firmom. Jakie można wykonywać tam zawody? Przeróżne, poczynając od otwieraczy drzwi w hotelach kończąc na posadach dyrektorskich, jeśli posiada się oczywiście odpowiednie wykształcenie. Najpopularniejszym zajęciem dla studentów z dobrą znajomością angielskiego jest praca nauczyciela owego języka w chińskich szkołach a także jako prywatny korepetytor.

Warto (jeśli jest możliwość) poprosić o pomoc osobę ze znajomością chińskiego, żeby poszukała ogłoszeń w "ichnim" języku. Moja żona znalazła parę ofert firm poszukujących native speakerów (ładnie brzmi, nie?) z Polski do tłumaczeń z/na polski/angielski oraz do komunikowania się z ich polskimi partnerami biznesowymi.

Tak jak mówię możliwości jest sporo, tylko czasami trudno znaleźć te najciekawsze. Wklejam kilka stron dla zainteresowanych, gdzie można wyszukać oferty pracy w Chinach.

http://www.foreignercn.com/
http://www.idealist.org/
http://www.asiajobsly.com/-1_China/
http://www.chinajob.com/

Podobnych witryn można trochę znaleźć w sieci ale te najlepsze są po chińsku :/ Jadnakże moim celem jest, żeby za rok nie było to dla mnie problemem ;)

niedziela, 16 listopada 2008

Kalkulator walutowy

Będąc w Chinach pewnie będę pisał jakie są aktualne ceny różnych produktów (usług?) w juanach (chińska waluta - w skrócie RMB lub CNY) dlatego pomyślałem, że warto umieścić na stronie kalkulator walutowy, żeby można było sobie szybko przeliczyć na PeeLeNy.

Można go znaleźć po prawej stronie. Przelicza euro, juany i złotówki w każdą stronę :)

sobota, 15 listopada 2008

Przygotowania do wyjazdu

Pomyślałem, że warto wspomnieć tutaj o paru sprawach, które trzeba zrobić przed wyjazdem. Chociaż raczej, które JA musiałem zrobić, ponieważ ze względu na pochodzenie mojej żony pewne rzeczy były łatwiejsze :)

Przede wszystkim wybieramy termin i szukamy cen biletów lotniczych (polecam serwisy sprawdzające od razu oferty kilku linii lotniczych). Element raczej niezbędny.. no chyba, że ktoś ma pomysł na 2-tygodniową jazdę koleją transsyberyjską jak moi rodzice. Na tym etapie zależy nam najbardziej na rezerwacji a nie na samym bilecie. Dlaczego? Dla ambasady.

Otrzymanie wizy do Chin (jak z resztą do innych krajów) nie jest pewne, dlatego zanim wydamy około 3000zł na bilet, zobaczmy czy Ambasada Chińskiej Republiki Ludowej wyda nam wizę. Tak jak wspomniałem w moim przypadku sprawa była dużo prostsza. W normalnych warunkach przy każdej ambasadzie, chińskiej włącznie, ustawiają się z samego rana kolejki ludzi z wypełnionymi wnioskami, odpowiednimi załącznikami do nich i innymi potrzebnymi papierkami. Jednakże istnieje jeszcze druga kolejka, której tak naprawdę nie widać, bo wszyscy, którzy w niej się znajdują są obsługiwani priorytetowo a są to.. oczywiście obywatele ChRL. Chętnie skorzystałem z tej opcji i wszystkie nasze działania w ambasadzie trwały na oko niecałe 5 minut :) Rodzaje wiz polecam sprawdzić na stronie internetowej Ambasady ChRL, zazwyczaj wydawane są na minimalny potrzebny okres, żebyśmy nie grzali niepotrzebnie miejsca w i tak przeludnionym kraju :)
Wizę wydaje się standardowo w ciągu 4 dni roboczych (opłata 220zł bodajże) ale można zastosować jeden z dwóch trybów przyspieszonych i odebrać ją następnego albo tego samego dnia. Za dodatkową opłatą rzecz jasna.

Co jest powodem naszej wizyty w Chinach? Głównie to, że Jing jest w 7. miesiącu ciąży i chciałaby rodzić w Pekinie z wielu względów, które są raczej w 100% zrozumiałe dla każdej matki. Drugim celem mojej wizyty jest odwiedzenie rodziny, co dodatkowo uprościło procedury wizowe - nie musiałem przedstawiać żadnych dodatkowych papierków. Wystarczył akt małżeństwa, paszport, rezerwacja biletu no i zdjęcie.

Jeśli mamy pewność, że otrzymamy wizę, możemy już wykupić bilet. Polecam to zrobić jak najszybciej, ponieważ każdego dnia miejsca są wykupowane przez co ceny biletów mogą wzrosnąć. Tak było w naszym przypadku, wykupiliśmy je w ostatniej chwili zanim jedyne jakie zostały to biznes klasa.

Teraz pozostaje mi tylko odbiór wizy i czekanie na dzień wylotu, 28 listopada :)

piątek, 14 listopada 2008

Witam wszystkich..

.. na moim blogu. Ma on służyć opisaniu tego co będę widzieć i doświadczać podczas mojej podróży do Chin wraz z moja żoną. Cóż, może dla niej, to nie będzie wielkie przeżycie zważywszy na to, że urodziła się tam i mieszkała 20 lat ale dla mnie pewnie będzie :)

Mam zamiar umieszczać tu także zdjęcia ukazujące rzeczywisty obraz tego kraju oraz społeczeństwa, których postaram się robić jak najwięcej.

Nie jestem osobą bardzo wylewną jeśli chodzi o opisywanie swoich odczuć ale spróbuję zrobić wszystko jak najlepiej i mam nadzieję, że nie będę przynudzał. Założyłem tego bloga głównie z myślą o rodzinie ale chciałbym też, żeby wszystkie osoby zainteresowane tematem także miały wgląd do mojego dziennika.

Wszelkie sensowne komentarze (oraz te o tym jaki jestem wspaniały i w ogóle) są mile widziane ;)